Na pełen regulator – Rip It Up i rock’n’roll w stanie surowym

Takie piosenki chcą być odkręcone na maksa.

Ten utwór to rozkręcenie głośników do maksimum i powiedzenie życiu:
„Chrzanić to, jedziemy.”

Rip It Up zespołu Jet to dokładnie ten moment.
Nieokrzesany rock’n’roll, który nie puka do drzwi, tylko je wyważa. Porywa zanim zdążę złapać oddech. Ten kawałek nie pyta, czy mam czas – on po prostu wjeżdża, jakby miał w rękach klucze do mojej duszy i nie zamierzał ich oddać.

Przy nim nie zastanawiam się nad sensem istnienia.
Nie rozkładam emocji na czynniki pierwsze.
Czuję go w mięśniach, w klatce piersiowej – jakby gitary i perkusja wibrowały prosto w serce, omijając głowę.

Rock’n’roll nigdy nie powstał dla wyrafinowania.
On powstał dla emocji.

Gitary krzyczą.
Perkusja wbija w ziemię.
Wokal jest surowy, jakby ktoś wypluwał z siebie wszystko, co go wkurza, zanim zdąży to przemyśleć.

Słuchając Rip It Up, widzę obraz:
ciasny klub, za głośne głośniki, ludzie skaczący i popychający się w dzikiej euforii. To nie chaos. To życie w najczystszej postaci, pozbawione filtrów, planów i rozsądku.

Nie ma tu miejsca na wzdychanie.
Jest za to emocjonalny zastrzyk, który przypomina, że czasami wystarczy krzyk, riff i perkusja, żeby poczuć, że jeszcze tu jesteś.

Jet nie próbują wymyślać muzyki.
Oni grają tak, jakby jutra miało nie być.
Jakby nikt nie czekał na perfekcję. Jakby liczyło się tylko to, co tu i teraz.

Gitary brzmią, jakby były nagrywane w garażu, w którym ściany pamiętają każdą kroplę potu i każdą złamaną strunę. Minimalizm tekstu jest bezczelny – bunt zamknięty w dwóch zdaniach:
mam gdzieś zasady, robię swoje.

I właśnie w tym tkwi cała magia.

Rip It Up jest jak noc, po której wracam do domu z rozwalonym głosem i przesiąkniętym potem ubraniem. Nie pamiętam dokładnie kolejności zdarzeń. Nie wiem, co dokładnie się stało. Ale czuję, że było prawdziwe.

To przypomnienie, że rock’n’roll to nie perfekcja.
To szczerość.
Głośna, brudna, „rugged”.

Taka, która nie czeka na pozwolenie.
Taka, która bierze w ramiona i nie pyta, czy jesteś gotowy.

Jeśli potrzebuję muzycznego chaosu, żeby przypomnieć sobie, że życie to coś więcej niż porządek, to…

po prostu odpalam to na pełen regulator
i pozwalam muzyce zrobić swoje.

Najlepiej w słuchawkach albo tak głośno, żeby pomyśleć o sąsiadach.

Podobne wpisy

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *