Sprawdzam, czy jestem.
Dziennik rzeczy, których nigdy nie postanowiłem robić.
07:41/LUSTRO
Poprawiam okulary, nawet kiedy nie zsuwają mi się z nosa.
Robię to odruchowo.
Tak samo jak przejeżdżam palcami po zaroście.
Kilka razy.
W jedną stronę.
Potem pod włos.
Patrzę na twarz.
Nie po to, żeby sprawdzić, czy dobrze wyglądam.
Patrzę na rzeczy, których kiedyś tam nie było.
Linia przy oku.
Plamka.
Inna faktura skóry.
Coś, co jeszcze kilka lat temu nie należało do mojej twarzy.
Nie wszystkie te zmiany mi się podobają.
Ale lubię sprawdzać, co przybyło.

08:16/SZAFA
Czasami wyciągam jeansy, których jeszcze nawet nie zacząłem nosić.
Nie przymierzam ich.
Rozkładam.
Przejeżdżam dłonią po materiale.
Patrzę na splot.
Na nierówności.
Na nitkę, która wystaje dokładnie tak samo jak wczoraj.
Nic się przecież nie wydarzyło.
Leżały całą noc na półce.
A jednak sprawdzam.
Składam.
Odkładam.
21/23 oz
Nie wiem, ile razy w życiu przejechałem dłonią po denimie.
Pewnie więcej niż po niejednym człowieku.
10:52/CHWILA
Stoję przy oknie.
Nie robię nic.
To znaczy: formalnie nic.
Patrzę na drzewa.
Czasem wychodzę na taras i siedzę tam kilka minut bez konkretnego powodu.
Nie medytuję.
Nie ćwiczę uważności.
Nie jestem tu i teraz.
Po prostu patrzę.
Żadnego głosu.

12:56/GABINET
Drzwi się zamykają.
Pacjent wychodzi.
Przez chwilę siedzę.
Potem wstaję.
Wkładam ręce do kieszeni.
Jakbym na moment wkładał tam również jego historię.
Nie chcę zabierać jej do domu.
Nie zawsze się udaje.

13:07/POMIĘDZY
Kiedy myślę, dotykam zegarka.
Nie sprawdzam godziny.
Palec trafia na kopertę.
Na szkło.
Na koronkę.
Czasami obracam nadgarstek tylko po to, żeby światło przesunęło się po tarczy.
Raz.
Jeszcze raz.
I jeszcze.

14:23/KOLEJKA
Nie lubię stać między ludźmi.
A jednocześnie bardzo ich oglądam.
Kto pierwszy zacznie szukać telefonu.
Kto patrzy na drzwi.
Kto stoi zbyt blisko.
Kto się denerwuje.
Kto chyba też obserwuje innych.
Ręce lądują w kieszeniach.
Albo bawię się palcami.
Czasem podwijam nogę pod siebie, jeśli siedzę.
Ciało coś robi, zanim zdążę zdecydować, co powinno zrobić.
Może dlatego w miejscach pełnych ludzi widzę więcej.
A może tylko tak mi się wydaje.
16:48/SAMOCHÓD
Gaszę silnik.
I nie wysiadam.
Siedzę.
Pachnie moim samochodem.
Nie potrafię powiedzieć dokładnie czym.
Trochę skórą.
Trochę plastikiem, który ma ponad dwadzieścia lat.
Trochę kurzem.
Trochę rzeczami, które przywiozłem tutaj na ubraniu.
Trochę mną.
Przesuwam palcem po grafitowej listwie.
Lubię jej powierzchnię.
Potem wysiadam.
Zamykam samochód.
Odchodzę kilka kroków.
I prawie zawsze się odwracam.
Patrzę.
Tak, wiem.
To tylko stare BMW.

17:31/DROGA
Są dni, kiedy śpiewam w samochodzie.
Nie śpiewam dobrze.
To akurat nie jest warunek.
Zmieniam głos.
Robię wokalistę, którym nigdy nie byłem.
Czasami też chodzę inaczej, kiedy jestem sam.
Trochę szerzej.
Trochę ciężej.
Przez kilka sekund jestem rockmanem.
Nikt tego nie widzi.
Na szczęście.
19:07/NADGARSTEK
Psikam raz.
Właściwie specjalnie po to, żeby później móc zrobić to, co za chwilę zrobię.
Podnoszę rękę.
Nos prawie dotyka skóry.
Zamykam oczy.
Zawsze.
Nie czasami.
Za każdym razem.
Jakbym przez sekundę nie chciał, żeby cokolwiek innego miało dostęp.

20:11/PLAY
Nigdy nie wiem, gdzie skończy się muzyka.
Włączam jeden utwór.
Przypomina mi drugi tego samego zespołu.
Drugi przypomina mi płytę.
Płyta człowieka, który na niej zagrał.
Człowiek inny zespół.
Inny zespół coś, czego nie słuchałem od piętnastu lat.
Godzinę później jestem siedem płyt od miejsca, z którego wyszedłem.
I nie pamiętam już, czego chciałem posłuchać na początku.
Czasami jednak trafiam na właściwą.
Poznaję ją po skórze.
Włosy na rękach podnoszą się, zanim zdążę pomyśleć, że to dobra piosenka.
Ciało wystawia recenzję pierwsze.
21:46/DOBRZE
Kiedy jestem naprawdę zadowolony, trudno mi zachowywać się normalnie.
Wyrywa mi się głos.
Jakiś okrzyk.
Dźwięk.
Czasem słowo, które nie powinno znaczyć niczego.
Nie umiem przyjmować niektórych rzeczy elegancko.
Widocznie radość nie zawsze ma dobre maniery.
22:32/CISZA
Ale bywają inne powroty.
Trudna rozmowa.
Historia, która została trochę za długo.
Zdanie, którego nie mogę odłożyć razem z notatkami.
Wtedy nie włączam muzyki.
Jadę do domu w ciszy.
Nie potrzebuję kolejnej historii.
Mam jeszcze czyjąś w kieszeniach.
23:18/SUFIT
Kładę się na wznak.
Przez chwilę patrzę przed siebie.
Nie zasypiam.
Nie robię jeszcze niczego konkretnego.
Czasem dotykam twarzy.
Czasem zarostu.
Czasem myślę.
Czasem właśnie nie.
Dzień trochę ze mnie schodzi.
Myślałem kiedyś, że gdybym miał naprawdę opowiedzieć o sobie, potrzebowałbym ważnych rzeczy.
Dzieciństwa.
Rodziców.
Miłości.
Strachu.
Pracy.
Tego, co zrobiłem dobrze.
Tego, co spierdoliłem.
Rzeczy, które zdobyłem.
Ludzi, których straciłem.
Może nie.
Może wystarczyłoby przez jeden dzień za mną chodzić.
Zobaczyć, jak poprawiam okulary, chociaż są na swoim miejscu.
Jak dotykam zegarka, nie sprawdzając godziny.
Jak wkładam ręce do kieszeni.
Jak stoję przy oknie.
Jak oglądam jeansy, w których od wczoraj nic się nie wydarzyło.
Jak wącham własny nadgarstek z zamkniętymi oczami.
Jak robię kilka kroków od samochodu i jeszcze raz się odwracam.
Jak śpiewam cudzym głosem, kiedy jestem sam.
Jak dobra piosenka pojawia się najpierw na skórze.
Jak czasami wracam do domu w ciszy.
Żadna z tych rzeczy osobno niczego o mnie nie wyjaśnia.
Wszystkie razem zaczynają przypominać człowieka.
