Nie ten sam zapach

Są takie rzeczy, których nie chcesz polubić. Nie dlatego, że są złe. Po prostu od początku czujesz, że to nie jest dla ciebie.

U mnie to był irys.

Zbyt czysty. Zbyt chłodny.
Jakby ktoś próbował zrobić zapach z idei, a nie z człowieka.

I kiedy pierwszy raz sięgnąłem po Reflection 45, pomyślałem dokładnie to samo.

Nie.

Odstawiłbym go, gdyby został na papierze. Tam wszystko jest prostsze. Tam nic się nie zmienia.

Na skórze zaczyna się problem. I jednocześnie coś, co trudno nazwać inaczej niż momentem zawieszenia. Bo nagle przestajesz wiedzieć.

To, co było oczywiste jeszcze chwilę temu, przestaje być pewne.
Zapach się przesuwa. Ty się przesuwasz. I przypomina mi to jedną scenę.

Nie wiem, czy pamiętasz „Drive”.
Ten moment, kiedy wszystko już się wydarzyło, ale jeszcze nic się nie skończyło. Światło jest miękkie, trochę za piękne jak na to, co się właśnie stało. I nie jesteś pewien, czy to jeszcze spokój, czy już coś pękło.

Reflection 45 jest dokładnie tam.

Pomiędzy.

I wtedy wchodzi słodycz.

Ale nie taka, która chce się spodobać. Nie taka, która przykrywa. To jest coś bardziej precyzyjnego. Jakby ktoś wiedział dokładnie, ile możesz przyjąć, zanim się odsuniesz.

I zatrzymał się idealnie przed tą granicą.

Zawsze miałem tendencję do skreślania.

Zapachów.
Ludzi.
Momentów.

Za szybko.

Jakby wszystko musiało być jasne od razu. Albo wchodzi, albo nie.

A potem okazuje się, że niektóre rzeczy potrzebują czasu.
Albo ciała.
Albo konkretnego dnia.

Reflection 45 nauczył mnie jednej rzeczy.

Nie ufać pierwszemu wrażeniu.

Bo ono często mówi więcej o mnie niż o tym, co mam przed sobą.

Jest taki utwór, który wraca mi przy tym zapachu.

The Outfield – Your Love.

Gdyby Reflection 45 był sceną filmową

Wracam nocą samochodem. Nie dzieje się nic wielkiego. Nie goni mnie policja. Nie ratuję świata. Nie odzyskuję utraconej miłości. Na chwilę zatrzymuję się na czerwonym świetle. W radiu leci stara piosenka. Patrzę przez szybę. I przez kilka sekund wszystko wydaje się dokładnie takie, jak powinno.


Niby lekki. Nostalgiczny. Trochę zbyt czysty. A jednak coś w nim zostaje.
Coś, czego nie da się do końca nazwać. Jak wspomnienie, które nie było aż tak ważne. A jednak wraca i nie wiesz dlaczego.

Ten zapach robi coś podobnego.

Nie próbuje mnie przekonać. Nie robi kroku w moją stronę. On po prostu jest.

Równy.
Spójny.

Jakby wiedział o sobie więcej, niż ja wiem o sobie w danym dniu. I może dlatego tak często wracam nadgarstkiem do nosa. Nie żeby sprawdzić, jak pachnie. Tylko żeby sprawdzić, czy ja dalej jestem w tym samym miejscu.

Pachnie mną.

Podobne wpisy

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *