Koszula, która zna moje ramiona
Iron Heart CPO 16oz – Black Fades to Gray
Na początku była czarna. Surowa, ciężka, sztywna. Twarda jak życie, które jeszcze się nie wydarzyło.
Miała w sobie coś z pancerza – coś, co chroni, ale też oddziela. I może dlatego ją wtedy wybrałem.
Dziś już nie jest czarna. Jest moja.

Noszę ją, odkąd pamiętam.
Nie do biura, nie na spotkania. Noszę ją do myślenia, do bycia samemu ze sobą.
Zakładam ją, kiedy nie wiem, kim jestem. Albo kiedy właśnie wiem aż za dobrze.
Jej materiał – 16 uncji bawełny – kiedyś nie dawał się zgiąć. Dziś układa się jak druga skóra.
Zna kształt moich ramion, wie, kiedy siedzę zgarbiony i kiedy idę przed siebie mimo wszystko.
Ma przetarcia w miejscach, które najczęściej dotykam.
Na kieszeni – tam, gdzie trzymam dłoń, kiedy nie wiem, co powiedzieć.
Przy mankiecie – gdzie zaciskam palce, gdy coś we mnie pęka.
Na karku – od myślenia z głową pochyloną.
To nie jest modowa rzecz.
To ubranie, które nie chce być ładne.
Nie zmienia się, żeby się przypodobać – zmienia się, bo z nim żyjesz.
Wycierają się kolory, ale nie znaczenie.
„Black Fades to Gray” – brzmi jak tytuł płyty, którą pisze życie.
Iron Heart to marka, która nie bawi się w kompromisy. Ale to nie znaczy, że robi ciuchy dla macho.
To ubrania dla ludzi, którzy wiedzą, że siła to nie krzyk, tylko trwanie.
Ta koszula przeżyła ze mną więcej niż niejeden człowiek.
Widziała dni, w których byłem kamieniem. I takie, w których byłem tylko miękkim środkiem bez pancerza.
Nie dbam już, ile waży.
Nie ważę rzeczy, które są częścią mnie.
Nie analizuję szwów, gramatury, nitek.
Bo kiedy coś staje się częścią twojej historii, przestajesz je mierzyć – zaczynasz z nim żyć.

Dla kogo jest ta koszula?
Dla tych, którzy się przecierają.
Dla tych, którzy wierzą, że ubranie może być jak blizna – nie trzeba jej ukrywać, bo świadczy o tym, że przetrwałeś.
Dla tych, którzy nie boją się ciężaru. Ani emocji, ani materiału.
A może to nie jest wpis o koszuli.
Może to jest wpis o mnie.
Bo są takie rzeczy, które z czasem przestają być garderobą.
Zaczynają być opowieścią.
PS.
Nie pytajcie mnie, kiedy ostatnio ją prałem. Nie pamiętam. I może właśnie dlatego pachnie jak ja.
